Dzień 4 – Pou Meyssen – Francja 2009
Opublikowany: Styczeń 18, 2010
Kategoria: Jaskiniowe, Nurkowanie, Wszystkie, Ze strony głównej
Po wczorajszym nurkowaniu i spacerze do Pou meyssen postanowliśmy jednak tam dojechać i nurkować dalej. Andre pokazał nam palcem łąkę, przez którą trzeba przejechać, żeby wjechać na drogę, ścieżkę, dukt do otworu jaskini.
Lakier na samochodach w czasie jednego przejazdu stracił tyle co przez 10 lat stania na parkingu w Niemczech pod domem emeryta! A jeszcze trzeba było wrócić. Droga świetna. Kowiego sprzęgło w Fordzie miało inne zdanie.
W Pou meyseen postanowiliśmy dopłynąć do suchej partii, która wg planu jest po ok 1000m. Nie było! Nie było też poręczówki. Poza pociągniętą nową poręczówką przez wspomnianych poprzedni meksykańczyków, w jaskini są jeszcze ze 3 inne, które lecą raz pod sufitem, raz po dnie, a najczęsciej wcale.
Pou meyssen to taka jaskinia, że płynąc pod sufitem na 14m, butle deponuje się przy poręczówce na 28m! Jaskinia jest ogromna. Czasem się zmniejsza o może 2-3 metry i potem ciągnie się ponownie gigantycznym tunelem. Spąg jaskini jest żwirkowy, ilość wody jaka musi być wywalana tędy jest gigantyczna.
Jaskinia jest dziwna
Wielkość tak duża, że nie czuć jaskini, raczej kamieniołom w nocy. Ale poprzerywana poręczówka i wiszące stare linki z sufitu dopełniają obrazu. Po ok 800m spotkała nas niespodzianka. Na dnie leżał wielki kołowrotek, taki do poręczowania jaskini na stałe, jak nawijak na kabel, cały zaplątany w poręczówkę. W tej poręczówce zaplątana była też nurkowa pianka. Z kilku metrów widok nieciekawy, wyobraźnia działa.
Finał spotkań z jaskinią Cabouy-Pou Meyssen udany, zrobiliśmy w sumie ok 1800m licząc od wejścia w Cabouy.
Niestety na tym nurkowaniu padły światła w kamerze, akumulatory jakoś nie chciały się same naładować. Dlatego materiału z wody tyle co nic.
Ale i tak było wesoło!


Zagłosuj!

